Wszystkie »

  • Wpisów:14
  • Średnio co: 147 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 17:23
  • Licznik odwiedzin:1 935 / 2214 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Kiedy wreszcie się przyznasz? - wykrzyczał. - Kiedy?! Wstydzisz się mnie! Tak, właśnie - wstydzisz. Nie kochasz mnie naprawdę - jego głos zaczął drżeć. Louis podszedł do niego i spróbował objąć go swymi ramionami, Harry jednak czym prędzej go odepchnął.
- Harry - zaszlochał. - Boję się Harry. Tak bardzo się boję. Nie możesz mnie teraz zostawić - wykrzyknął desperacko. Hazz spojrzał mu w oczy.
- To nie ma sensu jeżeli wstydzisz się, że jesteś gejem. Albo wstydzisz się, że jesteś ze mną... - powiedział poważnie.
- Powiem im to. Jak wrócą, tylko nie odchodź - wyszeptał dość głośno Lou, po czym przyciągnął do siebie lokatego i mocno przycisnął do swojej klatki piersiowej.
- Dlaczego to robisz?- zająkał Hazz.
- Ja po prostu nie mogę znieść myśli, że mógłbym cię stracić. Bo tak bardzo cię kocham Harry - powiedział.
- Kocham cię Louis. - odpowiedział brunet wtulając twarz w zagłębienie jego szyi. Nie chciał stawiać Lou'iemu ultimatum. Nigdy nie szanował czegoś tak bardzo jak wolność w związku, ale w niektórych momentach po prostu czuł, że Louis go wykorzystuje. Bezdusznie gra na jego nadszarpanych już uczuciach. Ale przecież Louis go kocha! Wie o tym, Lou wie także. Domyślają się fani, którzy na twitterze cały czas piszą o Larrym. Hazz tak bardzo chciał, aby wreszcie powiedzieli to chłopakom. Światu później, ale chłopcy mieli prawo znać prawdę. Niall, Liam i Zayn zasługiwali na nią. Eleanor także.
Chociaż dziewczyna pasiastego z empatią podchodziła do ich przyjaźni, miała prawo się dowiedzieć.
Ale tego właśnie najbardziej bał się Louis. Nie kochał Eleanor, ale wiedział, że dziewczyna będzie wściekła. Będzie się ich brzydzić. Może nawet zacznie szantażować ich, że powie to mediom. Ale co z tego? Louis wiedział, że Harry nie wytrzyma dłużej pod kloszem. Trudno im było się ukrywać przed chłopakami półtora roku, musieli być bardzo ostrożni. Prawie wcale nie okazywali sobie uczuć, ale miłość, jaką darzyli siebie nawzajem była nieskończenie wielka.
Usłyszeli szmer zamka, co wskazywało na to, że chłopcy wrócili ze sklepu. Eleanor weszła tuż po nich, o czym świadczył jej piskliwy śmiech. Chłopcy głęboko odetchnęli i trzymając się za ręce zeszli na dół. Harry aż promieniał ze szczęścia. Wreszcie się dowiedzą!
We dwoje wkroczyli do kuchni, Lou z grobową miną, Harry uśmiechnięty. Usiedli przy stole, a Niall, Liam, Zayn i El rozpakowywali zakupy żartując do siebie. Nie zwrócili większej uwagi na dwójkę. Gdy skończyli także usiedli przy stole.
- Musimy wam coś powiedzieć - zaczął Louis drżącym głosem. Bał się braku akceptacji. Bał się tak bardzo.
- Słuchamy - oznajmił Liam poważnie. Nikt się nie odezwał, a atmosfera panująca miedzy nimi stała się ciężka. Cisza była na tyle niezręczna, że Harry w końcu nie wytrzymał.
- Jestem gejem! Louis też nim jest i się kochamy! Nic tego nie zmieni, nie ważne co teraz o nas myślicie. Kocham go tak bardzo mocno, że aż boli! - wykrzyczał. Wszyscy przyglądali się im w osłupieniu. Eleanor wstała i wyszła. Zayn po chwili także poszedł do siebie, a Niall wybiegł. Został Liam. - Powiedz coś - mruknął Harry. Li zagryzł wargę i schował twarz w dłoniach.
- Wynoście się stąd! - krzyknął w końcu i odszedł. Zszokowany ich reakcją Hazz zaczął płakać. Łzy spływały po jego policzkach nieprzyjemnie szczypiąc policzki. Przytulił mocno do siebie Louisa i szlochał w jego sweter.
- Mamy siebie Harry. Poradzimy sobie- pocieszył go Lou. Wstali i poszli do swoich pokoi. Czas się spakować.
Harry wrzucił swoje rzeczy niedbale do jednej walizki, co chwila ocierając łzy wpływające po jego policzkach. Był głupi. Miał nadzieję, że chłopacy zrozumieją. Jak mógł być taki naiwny?! Do torby wrzucił jedno zdjęcie całego zespołu. Piątki przyjaciół, którzy nieważne co się stanie będą razem. Co się zmieniło? Ah, no tak. Harry zakochał się w Louisie, a Lou w Harrym. Wybrali miłość, ale przyjaźń ich dwojga stała się jeszcze silniejsza. A teraz mają tylko siebie. Dadzą radę, bo się kochają.
Razem zeszli na dół, taszcząc dwie walizy. Nie wiedzieli gdzie pójdą. Ostatni raz zajrzeli do salonu, gdzie trójka chłopców siedziała ze spuszczonymi głowami. Wyglądali jakby przeżywali żałobę. Harry oparł się o próg i pociągnął nosem. Trzy pary oczu zwróciły się ku niemu.
- Bardzo się na was zawiodłem. Nikt nigdy nie sprawił mi takiego zawodu. I to nie wy powinniście brzydzić się nas, tylko na odwrót. Bo zachowujecie się jak niedojrzałe, zadufane w sobie dupki. Nie potraficie dostrzec, że to jest właśnie miłość. Kiedyś miałem was za przyjaciół, ale to było kiedyś - powiedział i razem z Pasiastym wyszli z domu. Stracili ich już dawno, tylko dopiero teraz to dostrzegli.
  • awatar Raz $ię żyje!: @gość: True ;)
  • awatar abb. ♥: @gość: wybacz, ale ja nie wierzę, że są jedynie przyjaciółmi. Jest tysiące Larry Shipers i ja jestem jedną z nich. I nie zamierzałam nikogo, jak ty to twierdzisz "ranić", bo nic takiego nie napisałam, a to jest jedynie moja chora wyobraznia :) Pozdrawiam Abb.
  • awatar Goosieek: Faajne . I zapraszam do mnie dopiero zacznam . ; D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
ferie rozpoczęte!!! <3

 

 
- Harry! Louis przyszedł - krzyknęła Taylor. Pomimo wielu sprzeciwów i braku akceptacji byłem z Tay. Lubiłem ją. Ale Louisa lubiłem bardziej. Może w inny sposób, ale gdybym miał pomiędzy nimi wybierać - wybrałbym Lou. Zszedłem z łóżka i poszedłem na korytarz. Przy drzwiach stał zmarznięty brunet. Uśmiechnąłem się do niego i pomachałem Taylor, która wyszła. Marchewka otrzepał swój czarny prochowiec i zdjął go, niedbale wieszając na wieszaku. Gdy zauważył mnie, jego wzrok na chwilę dokładnie przestudiował moją klatkę piersiową. Ahh, no tak. Ubrany byłem jedynie w bokserki. No co? Jest godzina jedenasta, człowiek ma prawo się wyspać. Chłopak uśmiechnął się do mnie i obsypał resztką śniegu z jego rękawiczek. Zapiszczałem niespokojnie, bo śnieg był baaaaardzo zimny, a ja pomimo swojego "gorąca" byłem zmarźluchem.
- Tomlinson jest minus siedemset, a ty mnie sypiesz śniegiem? - zacząłem rozhisterowany. Wzruszył ramionami i ściągnął buty. Jego ogarnięcie czasami mnie przerażało.
Został przede mną w swetrze w norweskie wzory i ciemnych rurkach. Przytuliłem go do siebie. Oboje mieliśmy to do siebie, że uwielbialiśmy się przytulać. Takie dwa niedźwiadki przytulaski.
- Dlaczego z nią jesteś? - mruknął do mojego ucha. Jego zimny oddech owiał moją twarz.
- Bo ją lubię - powiedziałem.
- Ale ja jej nie lubię - oznajmił jakby miało to coś zmienić.
- A ja nie lubię Eleanor i co z tego? Czy to coś zmienia? - mruknąłem. Palcem podniósł mój podbrudek. Jego szaroniebieskie oczy intensywnie wpatrywały się w moje, zielone oczy.
- Jesteś piękny - wyszeptał. Cofnąłem się o krok. Lou opuścił głowę. Po chwili ciszy wreszcie się odezwał. - Przepraszam Harry. Nie chciałem tego powiedzieć. Przynajmniej nie na głos.
- Dlaczego nie na głos? Czemu nie mówisz mi wszystkiego. Tak jest od dłuższego czasu Louis. Ty też to czujesz, prawda? A ja nie chcę się od ciebie oddalać - powiedziałem.
- Też nie chcę Hazz. Po to tutaj jestem - oznajmił. Spojrzałem na niego spod przymrużonych powiek. Co miał na myśli? Chłopak przestał się garbić i pewnym krokiem podszedł do mnie i pchnął na ścianę. Ścisnęło mnie w gardle, bo nie byłem pewny co zrobić chce mój przyjaciel.
Louis mnie pocałował. Natarczywie naparł na moje usta, co sprawiało mi przyjemność. Zaniepokoiło mnie to. Wsunął język do mojej buzi, a ja nie odważyłem się zaprotestować. Pieprzenie, nie chciałem protestować. O tym marzyłem cale dnie. To snilo mi się w nocy. On. Tylko Louis ze swoją idealną twarzą, tymi łagodnymi rysami i jasnymi oczami. On. W pewnej chwili odsunął się ode mnie, a w jego oczach malowało się przerażenie. Ręką dotknąłem swoich ust, upewnić się, że jego usta przed chwilą naprawdę całowały moje. To była prawda. Nadal czułem to przyjemne mrowienie. Chłopak się bał. Ale on nie bał się mnie. Bał się siebie i tego, że to zrobił. Przywołałem go ruchem dłoni. Podszedł bardzo niepewnie i spojrzał w moje oczy.
- Dlaczego to zrobiłeś Louis? - zapytałem miękko. Wzruszył ramionami. - To nie jest odpowiedź. Przyciągnąłem go do siebie i mocno przytuliłem. Swoimi ramionami objął mnie wokół pasa, a głowę położył na moim ramieniu.
- Po prostu cię potrzebuję Hazz. Muszę cię mieć blisko - wyszeptał do mojego ucha. Zrozumiałem co miał na myśli. Nic innego oprócz drugiej osoby nie trzyma cię już na ziemi. Mnie trzymał jedynie Lou, Lou'iego ja.
- Kocham cię - wyszeptał.
- Wiem. - odpowiedziałem. Nie były potrzebne inne słowa. To było to.
~~~
Drugi bromance imagine :3 macie tutaj blogi moje o 1D:
http://celebritylovelife.blogspot.com/?m=1
http://halloffamewith1d.blogspot.com/?m=1
http://imnotscaredbecauseimstrong.blogspot.com/?m=1
http://lonelylonely1d.blogspot.com/?m=1
http://fly-butterfly-please.blogspot.com/?m=1
  • awatar Gość: akcja na twitterze, #PolandNeedsTMHTour . ogłaszaj xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- Niall śniadanie gotowe! - krzyknęła mama z kuchni. Leniwie zwlekłem się z łóżka i poszurałem do niegdyś mojego ulubionego pomieszczenia. Ale jaki sens miało jedzenie po czymś tak okrutnym czym jest zdrada? Nie wiesz. No popatrz - ja też nie. Cóż za ironia losu... Ekhem, do tematu. Znacie pewnie już Josh'a. Tak, tak, nasz wspaniały, idealny perkusista. Któż by powiedział, że taki sobie Josh jest gejem? Pewnie niewiele osób. Bo czy miałby odwagę się przyznać? Szczerze w to wątpię. Tak więc spotykałem się z nim od kilku miesięcy. Robiliśmy to w tajemnicy przed światem, przed resztą zespołu. No właśnie. Gdy dowiedzieli się o naszej orientacji zachowali się jak przyjaciele. Zaakceptowali, że kędzierzawy blondynek i perkusista o brązowych włosach są razem. Oczywiście świat nie dowiedział się nigdy. Bo Nosh już nie istnieje. Prysł jak bańka mydlana na imprezie. Devine zawsze lubił wypić. Nie zaprzeczę - ja również. Robił to przy wszystkich. Stał przy głównej ścianie i lizał się z jakimś chłopakiem. Wtedy już wszystko było jasne. Wyszedłem stamtąd i usiadłem na tarasie. Zabrałem ze sobą butelkę whisky. Siedziałem tam samotnie, sącząc trunk. Po opróżnieniu butelki byłem ledwo przytomny. Nie miałem siły nawet się podnieść. Z odsieczą przyszedł mi Liam. Tak trudno teraz wymówić to imię. Zaprowadził mnie do swojego mieszkania, ułożył w łóżeczku i czekał aż zasnę. Mi przeszła jednak ochota na spanie, a Liam zrobił się przerażająco atrakcyjny w moich oczach. Zawsze był dla mnie przystojny, tyle, że nie mogłem postawić go sobie na miejscu mojego chłopaka. Wydawał mi się zbyt bliski, aby nim być. Wtedy nie miało to znaczenia. Przyciągnąłem go za kołnierzyk koszuli, a jego usta zaatakowałem namiętnym pocałunkiem przesiąkniętym pożądaniem i Jackiem Danielsem. Chłopak nie protestował, śmiem powiedzieć, że zaczął odwzajemniać pocałunki, sprawy potoczyły się jednak zbyt szybko. Położyłem go na łóżku, a nasze usta ani na chwilę się od siebie nie oderwały. Nasze ręce błądziły po swoich ciałach, z których w ekspresowym tempie pozbyto się koszulek. Nie chciałem przestawać, on z własnej woli także nie chciał. Do pokoju wszedł jednak zalany podobnie jak ja Zayn. Nie chciałem zwracać na niego uwagi, ale Liam odsunął się ode mnie i nakazał spać. Wszystko w jednej chwili zniknęło. Zostawił mnie rozpalonego w ciemnym pokoju, a następnego dnia nawet się do mnie nie odezwał. Nie miał odwagi. No, bo przecież idealny, kochający Liam Payne ma swoją kochaniusią Daniellusię, z którą tworzą "idealny" związek. Stek kłamstw. Raz się kłócą, raz pieprzą - i tak na okrętkę. To się staje wręcz nudne.
- Niall! - krzyknęła ponownie mama.
- Co?! - warknąłem.
- Ktoś do ciebie, ja wychodzę, a śniadanie masz w kuchni - oznajmiła. Zszedłem więc na dół, a przy drzwiach zobaczyłem Liama. Tak, stał sobie ja gdyby nigdy nic w progu mojego domu. Obrzuciłem go obojętnym spojrzeniem i poszedłem do kuchni. Usiadłem przy kwadratowym stole i zacząłem konsumować lekko wystygłą jajecznicę. Liam usiadł naprzeciwko. Nie odezwał się. W kuchni panowała cisza, przerywana jedynie uderzaniem widelca o porcelanę.
- Niall. - odezwał się w końcu. Uniosłem wzrok znad talerza.
- Co? - warknąłem. Nie odpowiedział. Wstałem od stołu, a talerz wrzuciłem do zlewu. Wypiłem łyk gorzkiej herbaty i oparłem się plecami o szafki. - Chcesz czegoś, bo wiesz wolałbym posiedzieć sobie sam - mruknąłem. Podniósł się z krzesła, a krzesło spowodowane gwałtownym otarciem o płytki, zapiszczało raniąc moje uszy. Chłopak nie przejął się tym zbytnio. Podszedł do mnie na tyle blisko bym mógł policzyć wszystkie jego rzęsy.
- Zachowujesz się jak dziecko - powiedział.
- Wiem. Tak lubię i co ci do tego? - sarknąłem. Wzruszył ramionami, po czym pocałował moje usta. Przyciągnąłem go do siebie i zacząłem oddawać pocałunki. Nie zamierzałem być delikatny, ani subtelny. Szybkim ruchem rozpiąłem jego koszulę, tak, że powstała na niej dziura. Spojrzał na mnie pożądliwie. Palcami przejechałem po jego nagim torsie, a chłopak cicho zajęczał. Zaśmiałem się i odepchnąłem od siebie.
- Wiesz co? Teraz jesteśmy kwita. Ty pobawiłeś się troszkę mną, a ja tobą. Dziękuję, dobranoc - wyszeptałem do jego ust i wyszedłem z kuchni. Nie myślcie, że jestem jakiś zły. Oko za oko, ząb za ząb...
 

 
Idę dzisiaj na Przed Świtem 2 jestem cirkawa jak to jest zrobione. Podobno jak się przeczytało książkę to nieciekawe ale ja jestem mega positive
 

 
Chaplin mądry z Ciebie człek <3
 

 
Poznałam ciebie więc wiem kto to kurwa dziwko!
 

 
- nie pomagasz...
- ja ci nie mam pomagać. Ja ci mam taj dojebać słowami żebyś się podniosła i powiedziała: tak kurwa nie bedzie! Mam swoje życie, plany i nie będę ich marnować słuchając co pierdolisz -.-

. ~~ by Ja
 

 
Ja nie pomniu kak ja radiłsua na swiet
Bo ruskie reggae zawsze spoko <3
Pff. Każde reggae spoko *o*
 

 
- Spróbuj, spróbuj będzie fajnie!
I co z tego mam? Obdrapane kolano, łokieć, złamany palec i bolące biodro... -,-
 

 
Inni nie rozumieją co czują krzywdzeni. Bo jak? W idealnych rodzinach, mając wszystko nie są w stanie. I nie mam im tego za złe... Gdybym była w ich sytuacji też bym nie rozumiała...
 

 
Ból - boli
słońce - świeci
życie - .. umiera
. True?
 

 
Czasami po prostu lepiej usłyszeć od innych:
- Nie jest dobrze i nie będzie, ale nie musisz się poddawać, więc rusz dupę i zacznij coś zmieniać!!
 

 
Nigdy nie wiesz co cię spotka. Ale to ta niepewność jest wyjątkowa...